Ale to już było … niespodzianka na Kasprowym Wierchu

by Anna
0 comment

Kasprowy Wierch (1987 m n.p.m.) – szczyt w Tatrach Zachodnich, który podobno w sezonie, „zdobywany” jest przez ponad 4 tysiące turystów dziennie. Niezły wynik! Ale skąd ta popularność Kasprowgo? Tak, tak – kolej linowa – obowiązkowa atrakcja dla każdego, kto odwiedził Gubałówkę, Morskie Oko i nie wydał jeszcze wszystkiego na Krupówkach.

Wypijesz ze mną kawę?

Dzień dobry, może dobry wieczór. Fajnie, że zaglądasz tu czasem. Opowiem Ci dziś o tym, jaka niespodzianka spotkała nas na Kasprowym Wierchu. Jeżeli masz ochotę – idź do kuchni i zaparz sobie kawę. Poczekam tu na Ciebie z filiżanką małej czarnej. Powiem Ci w tajemnicy, że na talerzyku mam kawałek pysznego ciasta i nie omieszkam mu się oprzeć! Zapraszam Cię do lektury kolejnego kadru z kalendarza.

Z cyklu Ale to już było

Ale to już było – czyli cykl wpisów poświęconych temu, co wydarzyło się już w moim życiu. Pojawi się tu wszystko to, o czym chciałam kiedyś napisać, a nie napisałam. Jeżeli masz ochotę, zajrzyj do wcześniejszych wpisów z tej serii:

20 sierpnia 2018 r.

                Kierunek —– > Kuźnice.

Niestety, aby dostać się do dolnej stacji kolejki na Kasprowy Wierch, samochód trzeba zostawić na byle jakim parkingu. I to dosłownie. Każdy, kto ma kawałek podwórka przy ulicy Karłowicza liczy sobie około 20 złotych za „przechowanie” Twojego samochodu. Taki biznes. Gdy już pozbędziesz się auta masz dwie możliwości, a w zasadzie trzy, do wyboru: busik, bryczka lub własne nogi. Dwa kilometry i jesteś w okolicy kas biletowych.

               Rany! Jaka gigantyczna kolejka! Nie dziw się. Jest środek długiego sierpniowego weekendu. Wysoki sezon. Rodacy szturmem ruszyli w Tatry.

Jeżeli planujesz wycieczkę kolejką na Kasprowy – kup bilety online!

                To jest jedyne słuszne rozwiązanie. Wchodzimy na stronę www.pkl.pl i kupujemy tzw. tourpassy. Nie licz na to, że z samego rana nie będzie kolejki. Kolejka będzie i to baaaaardzo długa.

               My się przeliczyliśmy. Spędziliśmy w ogonku „jedyne” trzy godziny. Na szczęście Jowita postanowiła tego dnia nie wyć bez konkretnego powodu i znosić dzielnie niedogodności stania pośród tłumu obcych ludzi. Właśnie w takich okolicznościach przyrody okazało się, że nasza mała córeczka jest duszą towarzystwa! Uśmiechy rozsyłane na prawo i lewo nie pozostawały niezauważone. Towarzysze kolejkowej niedoli zabawiali małą damę, a jej bardzo pasowało być w centrum zainteresowania. Jowiśka była tak zachwycona tymi piskami i ćwierkami płynącymi do niej zewsząd, że ze szczęścia postanowiła zrobić kupę 😉 Cóż, widać, że ekstremalne przewijanie bardzo jej się spodobało. Można na szlaku, to na schodach do kolejki tym bardziej 🙂 🙂 🙂

Co warto wiedzieć wybierając się z niemowlakiem kolejką linową na Kasprowy Wierch

  • Dzieci do 4 roku życia nie płacą za przejazd. Nie ma też dodatkowej opłaty za wózek dziecięcy.
  • Kupując bilet w obydwie strony (góra-dół) spędzimy na Kasprowym Wierchu 1 godzinę i 40 minut. Czas ten w zupełności wystarczy na podziwianie widoków, pstryknięcie pamiątkowych zdjęć, ewentualny obiad i zakupy w sklepie z pamiątkami.
  • Podróż odbywa się dwuetapowo. Na Myślenickich Turniach musimy się przesiąść do drugiego wagonika.
  • Na szczycie Kasprowego temperatura jest niższa o kilka, czasem kilkanaście stopni niż na dole w Kuźnicach i często wieje silny wiatr. Ciepłe okrycie obowiązkowe!

Na szczycie

Na szczycie Kasprowego Wierchu czekała na nas niespodzianka. Musieliśmy znaleźć się 1987 m n.p.m. żeby zobaczyć, że Jowicie wyrżnęły się górne dwójki! Wyobraź sobie nasze zaskoczenie z jednej strony i radość z drugiej. Ma dziewczyna wyczucie! Jedynki wyszły przecież na Dzień Ojca.

Do niespodzianki Jowiśki na szczycie Kasprowego dołączyło rozczarowanie, a mianowicie restauracja o dumnej nazwie Poziom 1959. Jedyne czym to miejsce może się poszczycić, to lokalizacja. Na tym koniec. Zjedliśmy kiepski obiad za spore pieniądze. Sernik – nasz upragniony w tamtej chwili deser – gorszego w życiu nie spróbowałam. Twardy, o smaku sera raz przepuszczonego przez maszynkę do mięsa.

Marzenia

                Jowita przespała większość czasu, który spędziliśmy na szczycie. Ciekawe co jej się śniło? Może po cichutku, niepostrzeżenie na paluszkach zeszła na Suchą Przełęcz i dalej czerwonym szlakiem potupała na przełęcz Liliowe. A może żółtym szlakiem zeszła do Murowańca żeby zjeść gorącą szarlotkę. Kto wie, kto wie…

 Dziękuję, że przeczytałaś(-eś) wpis do końca. Zostawiam Cię z marzeniami. Może zajrzysz znowu i zobaczysz, co przygotowałam dla Ciebie w kolejnym kadrze z kalendarza.

Jeżeli masz ochotę:

  • Zostaw ślad w komentarzu lub kliknij serduszko.
  • Udostępnij ten wpis. Być może uważasz, że warto żeby inni też mieli okazję go przeczytać.
  • Zerknij na moje inne wpisy. Jest ich niewiele, dopiero zaczynam. Jednak może coś Cię zainteresuje.
  • Będzie mi niezmiernie miło spotkać Cię na Instagramie i Facebooku.
  • Zapisz się na Newsletter – dzięki temu pozostaniemy w kontakcie.

Życzę Ci pięknych górskich wypraw!

Serdeczności, Ania

Udostępnij
0 comment
5

You may also like

Leave a Comment