Dzisiaj wpisu nie będzie!

by Anna
0 comment

Dzień dobry czwartku

               Dzisiejszy poranek pozornie nie różnił się niczym od innych. Wstałam nim zdążył zadzwonić budzik (5.20). *Omg! / Po kiego? / Chciałaś, to wstałaś (*odpowiedź wybieramy wedle uznania). Dalej już rutyna: robię pojemniki z drugim śniadaniem do pracy dla A., śniadanie dla A., śniadanie dla J. Śniadanie dla T. zrobię jak wstanie. Niestety nie mam proroczych snów i nie wiem na co akurat będzie miała ochotę. A. już się obudził i bez entuzjazmu próbuje zmobilizować się do wstania z łóżka. Rozmawiamy przy kawie, gdy z pokoju J. słychać, że mały skrzat przeciera już oczka.

                6.20 – godzina do wyjazdu do pracy. Nieee. Dziś czwartek, mam na 8.50. Czyli spokojnie wszystko zdążę „ogarnąć”.

Na spokojnie

               W półtorej godziny dziewczynki wykarmione czym tylko chciały. Omlet? Niech będzie omlet. Kanapeczki? Czemu nie! Ociekająca mlekiem pierś? Na żądanie! Panienki przewinięte, ubrane, ząbki umyte. Stop. Rozpędziłam się, przecież T. jest „samoubieralna”, a z pieluch wyszła jakieś 10 lat temu…

Matka całkiem spokojnie ubrała samą siebie i wykonała 1595 porannych drobnostek domowych. 8.10 J. odprowadzona do babci. Świetny czas! Tak lubię. Na spokojnie.

Droga do pracy

                Lubię ten czas. Pół godziny w samochodzie to czas dla mnie, kiedy NIKT NICZEGO ODE MNIE NIE CHCE. Kiedy słucham radia albo audiobooka. Kiedy układam sobie w głowie resztę dnia, tygodnia, czasem życia.

                Dziś było podobnie. Do pewnego momentu podobnie. Do momentu gdy na ułamki sekund przed oczami stanęło mi wszystko to , co kocham. Do momentu, w którym serce podeszło do gardła, a skórę oblał zimny pot…

                Nie umiem, nie potrafię, nie chcę tego opisać. Powiem tylko, że kocham życie i mam dla kogo żyć, a niektórzy ludzie nigdy nie powinni wsiadać za kierownicę.

Tylko spokojnie

                Jestem tu i teraz. Siedzę i piszę, chociaż wpisu nie będzie.

Czwartek jak czwartek, ale inny niż wszystkie

                Emocje opadły, strach uciekł. Sekunda po sekundzie wszystko płynie w swoim rytmie. Plany. Harmonogramy. Kalendarz. Rutyna. Codzienność .

                I pomyślałam: Anka, to nic, że masz pustą lodówkę. To nic, że nie masz przygotowanego wpisu (a przecież miałaś dodawać regularnie). To nic, że nie wiesz co na obiad. To wszystko nic.

Jak to jest?

                W takich momentach jak dziś przychodzi mi ta tzw. chwila refleksji. Rewiduję swoje życie tu i teraz, próbując odpowiedzieć sobie na pytanie: co dla mnie jest ważne i co jest dobre dla moich najbliższych? Hm… od jakiegoś czasu wnioski są podobne. Nauczyłam się doceniać i być wdzięczną za to, co mam tu i teraz. Cieszyć się z tych małych drobiazgów, które budują moją codzienność. Bo czyż nie z tych drobinek składa się nasze życie? A drobinka do drobinki … No właśnie – wielkie rzeczy powstają z tych małych.

Wieczór

               Nic więc, że na kolację było spaghetti carbonara zrobione na bazie fixu i gotowa surówka z pobliskiego sklepu. Problem pustej lodówki – zmobilizowałam się do zrobienia zakupów.

                J. śpi w poprzek materaca i pochrapuje,  N. z A.  skrobią coś na konkurs plastyczny. Dochodzi północ. Dzisiaj wpisu nie będzie.

Udostępnij
0 comment
6

You may also like

Leave a Comment